Inwestorzy to stado, mówi nowy członek rady redakcyjnej Petr Novotný
Rada redakcyjna, która czuwa nad jakością treści w Buliosie, ma kolejnego członka. Został nim Petr Novotný - człowiek, który stał u początków czeskiego dziennikarstwa inwestycyjnego, a wcześniej przez piętnaście lat zarządzał kapitałem klientów jako bankier prywatny.

W rozmowie mówi o tym, dlaczego psychologia tłumu powtarza się przy każdym kryzysie, czego wciąż brakuje w czeskiej edukacji i dlaczego przy każdej inwestycji kluczowe jest wiedzieć, czy doradca ma w grze własne pieniądze.
Kim jest Petr Novotný
Inwestowaniem zajmuje się od ponad trzydziestu lat. Karierę zaczynał w latach dziewięćdziesiątych jako licencjonowany makler giełdowy i bankier prywatny - przez piętnaście lat zarządzał kapitałem wymagających klientów w Merrill Lynch, Citibank, HVB Bank i Eastbrokers.
Równolegle stał u początków dziennikarstwa inwestycyjnego w Czechach. Od 2006 roku był dramaturgiem i prowadzącym programy Investorský magazín ČT24 oraz Studio BURZA na ČT24, nagrał ponad dwieście odcinków. Jest założycielem Investicniweb.cz, jednego z pierwszych czeskich portali dla inwestorów indywidualnych, który prowadził przez piętnaście lat.
Obecnie zajmuje się inwestycjami alternatywnymi i megatrendami jako partner w Financial Garant oraz współzałożyciel pięciu funduszy inwestycyjnych.
Dlaczego powstała rada redakcyjna
Treści inwestycyjne mają realny wpływ na to, jak ludzie obchodzą się ze swoimi pieniędzmi. Wiąże się z tym odpowiedzialność. Chcemy, aby czytelnik przy każdym artykule wiedział, że przeszedł on przez ręce ludzi, którzy się na tym znają, i że nikt nie nakłania go do konkretnej inwestycji ani nie ukrywa płatnej promocji.
Rada redakcyjna jest krokiem w tym kierunku. Jej zadaniem jest niezależne czuwanie nad tym, aby nasze treści pozostały dokładne, zrozumiałe i bezstronne. Członkowie rady współpracują z nami niezależnie, a ich rola jest prosta: być gwarancją jakości dla czytelnika.
Od studia telewizyjnego do mediów społecznościowych
Przez piętnaście lat prowadziłeś Investicniweb.cz, jeden z pierwszych czeskich portali dla inwestorów indywidualnych, a wcześniej robiłeś programy inwestycyjne w Telewizji Czeskiej lub TV Prima. Jak przez ten czas zmieniło się to, czego czescy inwestorzy oczekują od mediów - i czego naprawdę potrzebują?
Za początek dziennikarstwa inwestycyjnego i mediów w Czechach uważam jesień 2006 roku, kiedy wyemitowano pierwszy odcinek Investorský magazín na ČT24. Program łączył cotygodniowo elementy edukacyjne z bieżącymi wydarzeniami na rynkach. Nagrałem ponad 200 odcinków, a kolejnych ponad 150 już w studiu Investiční web. Zaoferowaliśmy inwestorom indywidualnym podstawowy wgląd w inwestowanie oraz setki ciekawych rozmów z ludźmi z branży inwestycyjnej z Czech i zagranicy. Inspiracją były dla mnie formaty informacyjne stacji finansowych CNBC i Bloomberg.
Potem uwaga (nie tylko) inwestorów przeniosła się z telewizji na serwisy internetowe, a dziś młode pokolenie pochłania treści inwestycyjne w większości w mediach społecznościowych. Ta bardziej kompetentna część robi to już za pomocą narzędzi AI. To tyle krótkiej wycieczki w przeszłość, aby lepiej osadzić odpowiedź na twoje pytanie.
Wciąż wiele osób pod pojęciem inwestowania wyobraża sobie możliwość wysokiego i szybkiego zysku przy minimalnym ryzyku. To jednak w realnym świecie inwestycji jest prawie nieosiągalne. Kiedy przejdą pierwsze otrzeźwienie, że tak to nie działa i że gorące typy od blogera inwestycyjnego, który inwestuje od covidu, nie są „gwarantowane", zaczynają szukać poważniejszych źródeł informacji. Zaczynają też bardziej się dokształcać i - jak lubię mówić - odrabiać przed każdą decyzją inwestycyjną swoją „pracę domową".
Od piętnastu i więcej lat zajmujesz się edukacją inwestycyjną. Gdzie według ciebie jest w Czechach największa luka? I czego ludzie wciąż nie rozumieją, mimo że wszędzie jest pełno treści na ten temat?
Mimo że wciąż jest głód wskazówek na szybkie wzbogacenie się, muszę stwierdzić, że ogólna wiedza inwestycyjna w Czechach znacznie wzrosła w ciągu ostatnich dwóch dekad. Podstawowa wiedza finansowa została stopniowo włączona do programów szkół podstawowych i średnich, ale bezpośrednio o inwestowaniu nadal się nie uczy, co jest błędem. To dobrze, że młodzież zna różnicę między kartą kredytową a debetową, ale o tym, jak działa regularne inwestowanie i dywersyfikacja, niestety niewiele się dowie.
Co się powtarza przy każdym kryzysie
Na rynkach jesteś od ponad 30 lat - przeżyłeś bańkę dot-com, rok 2008 i spadek covidowy. Co te momenty mają wspólnego w zachowaniu zwykłych inwestorów i co za każdym razem się powtarza?
Inwestorzy są - i nie chcę nikogo urazić - stadem. Czynniki psychologiczne nadal grają pierwsze skrzypce i potrafią przebić fundamenty. Dziś obserwujemy dosłownie eksplozję tak zwanego inwestowania momentum, gdzie inwestorzy kupują po prostu to, co jest akurat gorącym towarem (na przykład akcje AI), i to jeszcze na dźwignię finansową. Obserwujemy tu ogromną zmienność i wielu ludzi może w takiej „grze" bardzo szybko spalić swój kapitał.
Sam dostałem mnóstwo historycznych lekcji, które kosztowały mnie kupę pieniędzy. Z każdego kryzysu czy krachu giełdowego starałem się jednak wyciągać wnioski, aby być lepiej przygotowanym na kolejny kryzys, który zawsze nadejdzie. Zacząłem szukać inwestycji alternatywnych, megatrendów i staram się z klientami budować portfel na środowisko, w którym inflacja jest większym ryzykiem niż deflacja, zasoby stają się rzadkie, globalne zadłużenie przyspiesza, rosną zagrożenia konfliktami zbrojnymi i niepokojami społecznymi, a nadzór państwa nad obywatelami rośnie bezprecedensowo.
Interesujesz się longevity, agrobiznesem, AI czy ESG - tematami, które dziś sprzedaje się często jako „historie przyszłości". Jak inwestor indywidualny ma odróżnić prawdziwy długoterminowy trend od modnej fali, na której ktoś chce zarobić?
I znów wracamy do edukacji inwestycyjnej. Aby zaoferować inwestorom inwestycje w megatrendy lub inwestycje asymetryczne, muszę mieć niepodważalne argumenty, inaczej nie dostanę od nich żadnych pieniędzy do moich funduszy. Jeszcze ważniejsze jest, aby przy każdej inwestycji wiedzieć, czy doradca inwestycyjny lub zarządzający ma tak zwany skin in the game - innymi słowy, czy ma tam swoje własne pieniądze, co zasadniczo zwiększa wiarygodność inwestycji.
Co przekonało cię do przyjęcia miejsca w radzie redakcyjnej Buliosu i w czym obecnie widzisz największą szansę dla Buliosu w zakresie podnoszenia wiedzy inwestycyjnej?
Czechy to mały staw i trzeba wspierać wszystkie poważne podmioty, które starają się podnosić wiedzę inwestycyjną. Bulios z pewnością do nich należy, dlatego zaszczytem jest dla mnie być w radzie redakcyjnej i zacząć regularnie wnosić wkład także od strony treści.
-----
Petr Novotný jest partnerem w Financial Garant i współzałożycielem pięciu funduszy inwestycyjnych; działa również jako anioł biznesu. Jako członek rady redakcyjnej współpracuje z nami niezależnie i bez wynagrodzenia. Rozmowę zredagowaliśmy dla przejrzystości; treść, opinie i sformułowania są jego własne. Tekst nie zawiera rekomendacji inwestycyjnych.