Odbicie od dna: Czy TUI poradzi sobie ze spłatą długów i poszybuje w górę?
Hotele, statki i wycieczki zarobiły dla TUI w ostatnim zakończonym roku 1 283 miliony euro, biura podróży z własnymi samolotami 200 milionów - a w właśnie zakończonym kwartale przyniosły stratę. Akcje stoją około pięcioipółkrotności zysku i nikogo to nie interesuje. Odpowiedź na pytanie dlaczego nie leży w liczbach za ostatni kwartał, ale w tym, co trzyma obie połowy firmy razem.

Najważniejsze punkty
Zysk operacyjny zakończył się o 41 milionów euro poniżej średniej prognozy analityków, akcje zamknęły dzień tylko o procent niżej.
Dywizja hoteli, statków i wycieczek zarobiła w ubiegłym roku 1 283 miliony euro, biura podróży z samolotami 200 milionów.
Aby tegoroczna prognoza w ogóle obowiązywała, ostatni kwartał musi przynieść co najmniej 977 milionów euro zysku operacyjnego.
Przy dzisiejszej cenie rynek płaci za hotele, statki i wycieczki dokładnie pięciokrotność ich zysku operacyjnego.
Rezerwacje z ostatnich czterech tygodni są o 7% powyżej ubiegłego roku, chociaż lato jako całość pozostaje w tyle o sześć procent.
W środę 12 sierpnia rano liczby niemieckiej grupy turystycznej TUI $TUI1.DE wyglądały dokładnie tak, jak obawiał się rynek. Przychody za trzeci kwartał roku fiskalnego 5,82 miliarda euro, o 6,1% mniej niż rok wcześniej. Zysk operacyjny 233,8 miliona euro wobec 320,6 miliona przed rokiem. Rynek oczekiwał przychodów około sześciu miliardów i zysku operacyjnego około 275 milionów. Jedno i drugie minęło, to drugie wyraźnie.
Akcje zareagowały na to spadkiem, w pewnym momencie były o 3,7 procent niżej. Do końca dnia jednak większość straty została odrobiona i zamknęły się na 7,28 euro, czyli o 1,1 procent poniżej wtorkowego zamknięcia. Od początku roku są przy tym mniej więcej 18 procent na minusie i około 24 procent poniżej lutowego maksimum 9,56 euro.
To zasługuje na uwagę. Zysk operacyjny minął prognozę o piętnaście procent, a akcje zjechały o jeden. Rynek albo miał zły kwartał dawno zdyskontowany, albo szukał istoty gdzie indziej.
TUI to bowiem firma, która od trzech lat się rozdwaja. Jedna połowa - hotele, statki wycieczkowe i sprzedaż wycieczek w destynacjach - rośnie, podnosi ceny i bije rekordy. Druga, ta pierwotna, od której firma wzięła nazwę, czyli biura podróży i własna flota lotnicza, kurczy się drugi rok z rzędu. W ubiegłym roku jej zysk spadł o jedną trzecią. W tym roku w kwartale, gdy sezon się rozkręca, jest na stracie.
Gdy jedna połowa firmy zachowuje się jak biznes wzrostowy, a druga jak biznes w schyłku, cena akcji trzyma się tej gorszej z nich. Pytanie dla inwestora nie brzmi więc, czy TUI jest tanie - to widać na pierwszy rzut oka. Brzmi: czy jest tanie słusznie.