Adobe ogłasza rekordowe kwartalne przychody, ale rynek zepchnął kurs akcji do najniższego poziomu od siedmiu lat. W tle stoi odważna decyzja ustępującego dyrektora generalnego – celowe poświęcenie krótkoterminowych przychodów na rzecz masowej bazy bezpłatnych użytkowników.

Rekordowe wyniki, które nikogo nie zachwyciły
11 czerwcafirma Adobe $ADBE opublikowała wyniki za drugi kwartał roku obrotowego 2026 i na papierze wyglądają one znakomicie. Przychody wyniosły 6,62 mld dolarów – to rekord w historii firmy i wzrost o ponad 10% w ujęciu rok do roku. Zysk na akcję według standardów non-GAAP wyniósł 5,96 dolara, ponownie przewyższając prognozy analityków. Firma podniosła również prognozę na cały rok 2026, przewidując przychody na poziomie od 26,5 do 26,6 miliarda dolarów.
Mimo to akcje dzień po ogłoszeniu wyników spadły do najniższego poziomu od siedmiu lat i oscylują wokół 195 dolarów. Jak to możliwe, że rynek reaguje na rekordowe wyniki i prognozy takim spadkiem?
Odpowiedź kryje się w jednym słowie: ARR.
Czym jest ARR i dlaczego ma to znaczenie
ARR, czyli Annual Recurring Revenue, jest dla Adobe kluczowym wskaźnikiem. Mierzy on , ilu subskrybentów regularnie płaci za programy Photoshop, Acrobat, Premiere Pro lub pakiety kreatywne Creative Cloud. Im wyższy wskaźnik ARR, tym bardziej przewidywalny i wartościowy jest biznes.
Adobe poinformowało inwestorów, że ARR z indywidualnych subskrypcji w drugiej połowie roku ulegnie spowolnieniu – i to celowo. Firma przekierowuje ruch internetowy z płatnych ścieżek rejestracji na bezpłatne wersje swoich narzędzi. Acrobat, Express oraz narzędzie generatywnej sztucznej inteligencji Firefly będą dostępne bez konieczności korzystania z bramki płatniczej. Odłożono również planowane podwyżki cen Creative Cloud.
Analitycy natychmiast przełożyli to na ceny docelowe: Citi obniżyło cenę docelową z 264 do 228 dolarów, BMO Capital z 285 do 230, a Mizuho z 270 do 245. Konsensus 33 analityków opiera się obecnie na średniej cenie docelowej wynoszącej 288 dolarów – wciąż znacznie powyżej aktualnej ceny, ale z przewagą rekomendacji „Trzymaj”.
„Strategiczne przesunięcie w kierunku pozyskiwania klientów freemium za pośrednictwem Adobe i Firefly obniża nasze oczekiwania dotyczące wzrostu ARR z indywidualnych subskrybentów w drugiej połowie roku”.
Shantanu Narayen, dyrektor generalny Adobe
Ryzyko czy przemyślana gra na dłuższą metę?
Narayen celowo broni tego posunięcia, porównując je do jednego ze swoich najlepszych ruchów z przeszłości. W latach 90. firma Adobe zdecydowała się udostępnić program Acrobat Reader całkowicie za darmo. Był to ryzykowny krok – firma poświęciła bezpośrednie przychody. Rezultat: format PDF stał się globalnym standardem, a Adobe czerpie z tego korzyści do dziś. Narayen twierdzi, że teraz robi to samo z Firefly i Express – buduje masową bazę użytkowników, którzy z czasem staną się płacącymi klientami.
Dane potwierdzają tę tezę. Liczba aktywnych miesięcznie użytkowników Acrobata i Expressu przekroczyła 850 milionów i rośnie o 20% w ujęciu rok do roku. Liczba użytkowników narzędzi kreatywnych w modelu freemium wzrosła w ciągu roku z 50 do 90 milionów. Liczba odwiedzin strony adobe.com wzrosła w ujęciu rok do roku o ponad 40%. ARR z produktów AI – Firefly, Acrobat AI Assistant i GenStudio – przekroczył 500 milionów dolarów i w porównaniu z ubiegłym rokiem wzrósł trzykrotnie.
To są liczby, które warto potraktować poważnie. Pytanie brzmi: za jak długo przekształcą się one w płatne subskrypcje?
Firefly kontra świat: walka o kreatywną sztuczną inteligencję
Drugim aspektem tej historii jest presja konkurencyjna. Midjourney, Stable Diffusion, a także narzędzia od Google i OpenAI oferują generatywną sztuczną inteligencję za ułamek ceny lub za darmo. Adobe reaguje na to, przedstawiając Firefly jako „bezpieczną pod względem komercyjnym” alternatywę – modele są trenowane wyłącznie na licencjonowanych treściach, bez sporów dotyczących praw autorskich. Dla klientów korporacyjnych, którzy muszą unikać ryzyka prawnego, jest to mocny argument.
Zgodnie z wynikami za III kwartał 2025 r. firma Adobe osiągnęła łącznie 29 miliardów generacji AI, usługi Firefly odnotowały wzrost o 32% w ujęciu kwartalnym, a własne modele klientów wzrosły o 68%. Integracja z Google $GOOG Image, Veo, Gemini Flash 2.5 czy OpenAI pokazuje, że Adobe nie stawia wyłącznie na własne modele, ale buduje platformę, która łączy wszystko w jedną całość.
„Firefly jest już preferowanym studiem produkcyjnym dla nowego pokolenia twórców. Dynamika rozwoju pokazuje, że zaufanie i bezpieczeństwo są równie ważne jak innowacje”.
Shantanu Narayen, dyrektor generalny Adobe, telekonferencja dotycząca wyników finansowych za III kwartał 2025 r.
Odchodzący szef i otwarta kwestia sukcesji
Do zagadki rekordowych przychodów i spadających kursów akcji konferencja dotycząca wyników finansowych dodała jeszcze jedną niespodziankę. W marcu Narayen ogłosił, że po 18 latach pełnienia funkcji dyrektora generalnego odchodzi – gdy tylko zostanie mianowany jego następca. Pozostanie on na stanowisku prezesa zarządu. Równolegle firma Adobe ogłosiła zmianę na stanowisku dyrektora finansowego: Dan Durn opuszcza firmę, a tymczasowym dyrektorem finansowym został Steve Day.
Dwa kluczowe stanowiska jednocześnie pozostają nieobsadzone: dla inwestorów, którzy cenią sobie ciągłość zarządzania, oznacza to dodatkową niepewność. Kto poprowadzi Adobe w kolejnej, decydującej rundzie – przekształcaniu użytkowników modelu freemium w płacących subskrybentów?
Wartość rynkowa firmy wygląda jednak na pierwszy rzut oka atrakcyjnie. Według serwisu StockAnalysis akcje są notowane przy wskaźniku P/E na przyszłość na poziomie około 9,6 – znacznie poniżej historycznych norm dla oprogramowania generującego taki przepływ gotówki. W roku podatkowym 2025 firma Adobe odnotowała przychody w wysokości 23,77 mld dolarów oraz zysk netto wynoszący 7,13 mld.
Duży zakład ustępującego dyrektora generalnego
Adobe stoi na rozdrożu, które samo sobie wybrało. Kierownictwo świadomie ogranicza krótkoterminowe przychody w imię większej przyszłej bazy użytkowników. Jest to strategia, która sprawdziła się w przeszłości – dowodem na to jest PDF Reader. Jednak wówczas nie istniała tak silna konkurencja, a tempo zmian nie było tak szybkie.
Narayen stawia swoją spuściznę na to, że 90 milionów użytkowników modelu freemium stanie się płacącymi klientami szybciej, niż oczekuje rynek. Jeśli ma rację, kurs akcji na poziomie około 195 dolarów będzie wyglądał na wyjątkową okazję. Jeśli nie, następca odziedziczy trudniejszą sytuację, niż wskazują na to liczby.
Rynek na razie postawił na sceptycyzm. Wyniki najbliższych dwóch kwartałów pokażą, czy słusznie.