PPI wyszło gorzej, niż oczekiwał rynek. A Fed obserwuje to bardzo uważnie.
Liczba, której nikt nie chciał widzieć
Lutowy PPI, czyli indeks cen producentów w USA, wyniósł +3,4 % rok do roku. Konsensus rynku oczekiwał +2,9 %. Różnica 0,5 punktu procentowego na pierwszy rzut oka wydaje się drobnostką. Niestety w dzisiejszej sytuacji nie jest.
PPI jest zapowiedzią inflacji. Pokazuje, ile producenci i hurtownie płacą za towary dziś, i ile klienci zapłacą jutro na półkach.
Co ta liczba właściwie oznacza
PPI mierzy ceny, które producenci otrzymują za swoje produkty, czyli koszty, które jeszcze nie dotarły do konsumenta. Działa jako wskaźnik wyprzedzający CPI z opóźnieniem około jednego do trzech miesięcy.
+3,4 % rok do roku mówi trzy rzeczy naraz:
1) Presja inflacyjna nie pochodzi tylko z góry. Nie chodzi o to, że konsumenci wydają więcej. Presja pochodzi ze strony kosztów, takich jak energia czy transport. To rodzaj inflacji, który bankom centralnym trudniej stłumić.
2) Fed nie ma argumentów za szybkim obniżaniem stóp. Rynek w całym pierwszym kwartale wyceniał jedno do dwóch cięć w 2026 roku. Po dzisiejszych danych to założenie jest znacznie mniej prawdopodobne. Każde kolejne inflacyjne zaskoczenie wydłuża okres drogich pieniędzy.
3) Szok naftowy z cieśniny Ormuz nie został jeszcze w pełni odzwierciedlony w liczbach. Lutowe dane odzwierciedlają świat sprzed eskalacji na Bliskim Wschodzie. Dane marcowe, które pojawią się za miesiąc, mogą być jeszcze bardziej nieprzyjemne.
Rynek chce tanich pieniędzy. Rzeczywistość nie współpracuje.
Cały rok 2025 na rynkach opierał się na jednej narracji: inflacja spada, Fed wkrótce zacznie obniżać stopy, tani kapitał wróci. Wyceny rosły. Nastroje były optymistyczne.
PPI +3,4 % to trzeźwiący prysznic. Co prawda nie całkowita katastrofa, ale przypomnienie, że inflacja nie jest liniową historią z gwarantowanym szczęśliwym zakończeniem. To zjawisko, które powraca. I za każdym razem, gdy wraca, kosztuje inwestorów więcej niż poprzednio, ponieważ wyceny w międzyczasie wzrosły, zakładając, że nie wróci.
Też nie jestem z tego zachwycony, ale trzeba się z tym liczyć i może to stworzy ciekawe okazje.