Sztuczna inteligencja, która ma odkrywać leki: Analitycy przewidują jej obiecującą przyszłość
Połączenie dwóch najgorętszych tematów dzisiejszych czasów, sztucznej inteligencji i rozwoju leków, niesie ze sobą jednocześnie obietnicę i oszustwo. Obietnicę dlatego, że opracowanie nowego leku trwa dziś ponad dziesięć lat, pochłania miliardy dolarów i w przeważającej większości przypadków i tak kończy się niepowodzeniem. Gdyby sztuczna inteligencja przyspieszyła i potaniła ten żmudny i kosztowny proces, przepisałaby zasady całego przemysłu farmaceutycznego. A firma, która dokonałaby tego jako pierwsza, zarobiłaby dla swoich akcjonariuszy fortunę.

Najważniejsze punkty
Analitycy widzą w akcji potencjał wzrostu o ponad 116% (cel około 7,22 dolara), a mimo to trzyma się w pobliżu 3 dolarów, blisko swoich minimów.
Firma w ciągu 13 lat istnienia nie wprowadziła na rynek ani jednego leku, mimo że jej założyciel obiecywał kiedyś 100 leków w dziesięć lat.
Rocznie spala około 375 milionów dolarów gotówki, a jej przychody są na razie znikome (za kwartał zaledwie niecałe 8 milionów).
Jej platformę weryfikują giganci tacy jak Roche i Sanofi umowami o wartości do 20 miliardów dolarów. To główny dowód, że coś potrafi.
Jeden lek przeciwko rakowi zaprojektowała jej sztuczna inteligencja w zaledwie 10 miesięcy. Tradycyjną drogą trwałoby to lata.
Mowa będzie o jednej z najgłośniejszych prób urzeczywistnienia tej wizji. Firma zbudowała ogromne zautomatyzowane laboratoria, superkomputery, zgromadziła jedną z największych kolekcji danych biologicznych na świecie, a jej technologię własnymi pieniędzmi weryfikują najwięksi gracze w branży. Analitycy widzą w niej potencjał podwojenia, a nawet więcej. Na papierze spełnione marzenie inwestora technologicznego.
Tyle że akcja kuli się przy historycznych minimach, a firma rok w rok spala setki milionów dolarów, nie wprowadzając do dziś na rynek ani jednego leku. Swojej własnej wielkiej obietnicy przez trzynaście lat nie spełniła. W tym cały dylemat: albo stoimy u progu rewolucji w medycynie, której rynek jeszcze nie zrozumiał, albo to drogi sen, który spala pieniądze inwestorów szybciej, niż zdąża dostarczać wyniki. Prawda jest taka, że jednoznacznej odpowiedzi nie ma.
Że ta wizja jest kusząca, nikt nie kwestionuje. Pytanie brzmi inaczej: czy właśnie ta firma zdoła zamienić swoją naukową obietnicę w realne, zatwierdzone leki i w zysk, zanim skończą się jej pieniądze? I czy ten wysoki potencjał, o którym mówią analitycy, usprawiedliwia ryzyko, które inwestor kupuje razem z nim? Odpowiedź, wraz ze szczegółową analizą, wyceną i scenariuszami, omawiamy w części płatnej.