Nu Holdings $NU mam w portfelu, więc na ten raport czekałem bardziej niż na inne. Firma opublikowała wyniki za drugi kwartał w czwartek po zamknięciu rynku i muszę przyznać, że jestem z nich zadowolony. Chciałbym jednak umieścić je w kontekście ostatnich dziewięciu miesięcy, ponieważ jednym dobrym kwartałem niczego się jeszcze nie zamyka.
Zysk netto osiągnął 1,06 miliarda dolarów, po raz pierwszy w trzynastoletniej historii firmy powyżej granicy miliarda. W ujęciu rok do roku, po skorygowaniu o zmiany kursowe, to wzrost o 49%, a kwartał do kwartału o 17%. Przychody brutto wzrosły do 5,9 miliarda dolarów, a zysk brutto do 2,4 miliarda. Zwrot z kapitału własnego wyniósł 33%, a wskaźnik kosztów do dochodów 19,5%. Bank ma 139 milionów klientów, w ciągu kwartału przybyło cztery miliony.
Najważniejsza liczba całego raportu jest jednak inna. Skorygowana o ryzyko marża odsetkowa netto skoczyła do 12,4% z 9,5% w pierwszym kwartale. Prawie trzy punkty procentowe w ciągu jednego kwartału, to dużo jak na bank tej wielkości.
Żeby było jasne, dlaczego rynek tak to odebrał. W maju firma opublikowała wyniki za pierwszy kwartał, w którym koszty ryzyka wzrosły, marża skorygowana o ryzyko spadła do 9,5%, a wczesna zaległość 15–90 dni pogorszyła się o 89 punktów bazowych do 5%. W czerwcu wieloletni dyrektor finansowy Guilherme Lago przekazał obowiązki Robowi Livingstonowi i przeszedł do roli doradczej, po czym Bank of America i Susquehanna obniżyły rekomendacje, powołując się na ryzyko kredytowe w Brazylii i presję konkurencyjną. Do początku czerwca akcje spadły o około 30% od początku roku i osiągnęły roczne minimum 11,20 dolara.
Właśnie dlatego reakcja w handlu przedsesyjnym jest tak silna. Dziś rano akcje kosztowały około 15 dolarów wobec czwartkowej ceny zamknięcia 13,93. Mimo to wciąż są o około jedną piątą poniżej rocznego maksimum 18,98 dolara. Moim zdaniem to jeszcze nie nowy entuzjazm. Akcje po prostu odzyskują część tego, co straciły wiosną z powodu obaw o koszty kredytowe.
Mój pogląd. Liczby są doskonałe, ale skoku marży nie traktowałbym jako nowej normy. Sama firma nie określiła 12,4% jako dolnej granicy, mówiła, że będzie się utrzymywać w podobnym przedziale i że jest to zrównoważone. Koszty ryzyka spadły kwartał do kwartału do 1,7 miliarda dolarów, a około 5% tej kwoty według firmy wynikało z rządowego programu oddłużeniowego Desenrola. To jednorazowa pomoc, a nie zmiana strukturalna. Ponadto udział kredytów przeterminowanych powyżej 90 dni wzrósł z 6,5% w pierwszym kwartale do 6,9%. Zarząd uznał to za sezonowość, a wczesna zaległość 15–90 dni rzeczywiście poprawiła się do 4,8%, ale mam wrażenie, że to będzie liczba, na którą w listopadzie wszyscy będą patrzeć.
Bardziej niż jeden kwartał cieszy mnie Meksyk. Nubank otrzymał tam pełną licencję bankową, ma już 16 milionów klientów i średni przychód na aktywnego klienta 12,30 dolara. Według firmy to na odpowiednim etapie rozwoju więcej, niż miała wtedy Brazylia.
Co sądzicie o wynikach? Macie spółkę w portfelu?