Producent złota na wyprzedaży: dlaczego Newmont jest tańszy, niż powinien być
Rekordowy przepływ gotówki, gotówka netto na koncie, wykupy za miliardy i świeżo uzyskane pozwolenie, które otwiera ogromne złoże miedzi i złota. A mimo to akcje są notowane poniżej wartości własnych kopalń, czyli taniej, niż kosztowałoby dziś po prostu kupić ich działające projekty wydobywcze. Pytanie dla inwestora nie brzmi, czy firma zarabia, bo zarabia rekordowo. Brzmi, ile z tego to zasługa samej firmy, a ile tylko wysokiej ceny złota, i czy nowe pozwolenie naprawdę uruchomi przeszacowanie, na które czekają byki.

Najważniejsze punkty
Newmont w drugim kwartale 2026 roku zarobił rekordowy wolny przepływ gotówki w wysokości 2,2 miliarda dolarów, ale główna zasługa należy się cenie złota, która rok do roku skoczyła o 33 procent, do 4 414 dolarów za uncję.
Firma jest notowana przy około 0,82 wartości swoich aktywów (NAV), czyli taniej, niż kosztowałby zakup jej własnych kopalń.
Świeżo uzyskane pozwolenie na projekt Red Chris otwiera duże złoże miedzi i złota, które według byczej tezy w ogóle nie jest uwzględnione w cenie akcji. Rząd kanadyjski dokłada do niego 500 milionów dolarów.
Newmont zwrócił akcjonariuszom w kwartale 1,9 miliarda dolarów i odkupił już ponad 100 milionów własnych akcji, rozdając ponad 80 procent przepływów gotówkowych.
Cała historia stoi jednak i upada wraz z ceną złota. W niedźwiedzim scenariuszu przy złocie około 2 500 dolarów pojawiają się ceny docelowe nawet około 41 dolarów, wobec dzisiejszych około 95.
Złoto przeżywa jedną z najmocniejszych dekad w swojej historii, a firmy, które je wydobywają, pływają w gotówce. Mimo to największa z nich, amerykański Newmont, jest notowana po cenie, która miałaby sens raczej w przypadku przedsiębiorstwa w tarapatach. Rynek płaci za nią mniej, niż kosztowałoby po prostu kupienie jej gotowych, działających kopalń. Innymi słowy, gdyby ktoś dziś kupił cały Newmont i sprzedał jego aktywa, zarobiłby na tym. To sytuacja, która u lidera całej branży w czasach rekordowych zysków wydaje się co najmniej dziwna.
Właśnie z tej rozbieżności wywodzi się teza inwestycyjna, którą bada ta analiza. Newmont niedawno uzyskał bowiem kluczowe pozwolenie na wielki projekt Red Chris w Kanadzie, złoże miedzi i złota, którego wartości, zdaniem zwolenników akcji, rynek w ogóle nie wlicza do ceny. Gdy dodamy do tego gotówkę netto na koncie i masowe wykupy własnych akcji, otrzymujemy argument, że inwestor kupuje dziś jakościowy biznes wydobywczy ze zniżką, a cały jeden wielki projekt w prezencie praktycznie za darmo.
Brzmi to kusząco, ale trzeba być uczciwym w dwóch kwestiach. Po pierwsze, te rekordowe liczby wyczarowała nie tyle sama firma, co raczej cena złota, która w ciągu roku wzrosła o jedną trzecią. Po drugie, cała ta konstrukcja opiera się na jednym jedynym, a zarazem najmniej przewidywalnym filarze, mianowicie na tym, dokąd cena złota pójdzie dalej. A złoto potrafi spadać równie szybko, jak rośnie, co zresztą pokazało na samym początku 2026 roku swoim błyskawicznym załamaniem.