Kanał Społeczność

Dieselgate, Chiny i przespanie oprogramowania. Skąd kryzys europejskich producentów samochodów

Dla Volkswagena $VOW3.DE napisałem dziś dłuższą analizę. Tutaj chciałbym to umieścić w szerszym kontekście, ponieważ nie zaczęło się od jednego słabego kwartału.

W drugim kwartale Volkswagen wykazał zysk operacyjny w wysokości 3,5 miliarda euro, czyli o około dziesiątą część mniej niż rok wcześniej i znacznie poniżej prognozy 4,3 miliarda. Prognozę przychodów zmienił ze wzrostu na spadek o 3%. Zgodnie z czerwcowymi doniesieniami, rozważane jest ponadto zwolnienie nawet 100 tysięcy pracowników i zamknięcie czterech zakładów, jednak firma oficjalnie tego nie potwierdziła, a związki zawodowe ostro się temu sprzeciwiają.

Korzenie tego problemu sięgają znacznie głębiej. W 2015 roku wybuchła afera Dieselgate i nie chodziło tylko o kary. Uważam, że niemieckie koncerny motoryzacyjne straciły przez to pozycję negocjacyjną w Brukseli, a europejskie regulacje zwróciły się przeciwko silnikom spalinowym szybciej, niż stałoby się inaczej. Firmy zainwestowały następnie setki miliardów w elektromobilność według harmonogramu, którego same nie ustaliły, a popyt za tym nie nadążał. Kiedy w Niemczech zakończyły się dotacje na samochody elektryczne, pozostały niewykorzystane moce produkcyjne i odpisane projekty.

Druga sprawa to Chiny. Przez dwadzieścia lat były główną maszynką do zarabiania pieniędzy. W najlepszych latach Volkswagen sprzedawał tam ponad 4 miliony samochodów rocznie, a chińskie pieniądze dotowały europejskie zakłady i rozwój. Producenci samochodów inwestowali tam więc dalej, nawet gdy było już widać, że lokalne marki nadrabiają zaległości. Teraz niemieccy producenci odnotowali spadek sprzedaży w Chinach o 30–41% w ciągu jednego kwartału.

Trzecia sprawa to oprogramowanie. Podczas gdy w Europie debatowano, czy budować samochód elektryczny na nowej czy zmodyfikowanej platformie, w Chinach powstawał cały łańcuch wartości od litu po baterie i infotainment. Własny oddział oprogramowania Volkswagena, Cariad, w latach 2022–2024 wygenerował straty operacyjne przekraczające 7 miliardów dolarów, a i tak ostatecznie musiał szukać partnerów gdzie indziej.

Do tego doszedł kryzys energetyczny w 2022 roku. Ceny gazu i energii elektrycznej w Niemczech wprawdzie się ustabilizowały, ale pozostały znacznie powyżej poziomu amerykańskiego i chińskiego. Do tego wysokie płace i nadwyżka mocy produkcyjnych.

Najlepiej podsumowuje to jedna dana. Rejestracje nowych samochodów w UE w pierwszym półroczu wzrosły o 5,7%, a mimo to BMW $BMW.DE w czerwcu obniżyło prognozę marży operacyjnej z 4–6% do 1–3%, a zyski topnieją również Mercedesowi. Popyt więc jest. Tylko europejscy producenci przestali na nim zarabiać.

Moim zdaniem rynek przesunął się od producentów, którzy zarabiali na marce i mechanice, do tych, którzy potrafią zarządzać kosztami, oprogramowaniem i szybką wymianą modeli. Chińscy producenci mają szacunkowo trzydziestoprocentową przewagę kosztową i budują nowy model mniej więcej w połowę krótszym czasie. Cła tego nie naprawią, zwłaszcza gdy BYD $BYDDY , MG i Chery budują fabryki bezpośrednio w Europie.

Nie dotyczy to jednak całej Europy. Ferrari $RACE ma za sobą kwartał z marżą EBIT na poziomie 29,7% i potwierdziło całoroczną prognozę. Produkuje około 14 tysięcy samochodów rocznie, ma zamówienia pokrywające się na daleko z góry, a część amerykańskich ceł po prostu przeniosło do cen – w przypadku niektórych modeli podniosło ceny nawet o 10%. Akcje są przy tym około jedną czwartą poniżej ubiegłorocznego maksimum, więc rynek przestał już płacić za takie marże, choć samemu biznesowi nadal się powodzi. Dobrze radzi sobie również Škoda, która w zeszłym roku po raz pierwszy przekroczyła milion dostarczonych samochodów, a w pierwszym półroczu tego roku dołożyła kolejne 9,1%. Jest drugą najlepiej sprzedającą się marką w Europie, a w Niemczech awansowała również na drugie miejsce. A więc najzdrowsza część grupy, która skądinąd boryka się z redukcją dziesiątek tysięcy miejsc pracy.

Zdecydowanie nie wyciągałbym jednak wniosku, że chroni premia sama w sobie. Najlepiej pokazuje to Porsche $P911.DE . W zeszłym roku jego zysk operacyjny grupy spadł o 92,7%, a marża dywizji samochodowej z 14,5% do 0,3%, głównie z powodu nadzwyczajnych kosztów rzędu 3,9 miliarda euro po wycofaniu się ze strategii elektrycznej. Dywidendę obcięto o 56%, a do wcześniejszych 3900 likwidowanych miejsc pracy w lipcu tego roku dodano kolejne 4000 w Zuffenhausen. Różnica w stosunku do Ferrari moim zdaniem nie wynika z ceny samochodów, ale z wolumenów. Ferrari sprzedaje 14 tysięcy, a popyt ma stale wyższy od podaży, Porsche dostarczyło w zeszłym roku 279 449 sztuk i było to o dziesiątą część mniej niż rok wcześniej. Potrzebuje do tego Chin, gdzie sprzedaż spadła mu o 26%, i musiało płacić za platformy elektryczne.

Wniosek z tego jest według mnie taki, że przetrwają firmy, które nie muszą konkurować ilością. Albo dlatego, że produkują mało i mają na nie kolejkę, albo dlatego, że potrafią zarządzać kosztami jak Škoda. Najgorzej mają te marki, które opierały się na marży premium z Chin, a teraz tracą jedno i drugie.

Z punktu widzenia wyceny Volkswagen jest chyba tani. Handluje się nim znacznie poniżej konsensusu analityków, a stopa dywidendy przekracza 6%. Mnie w tej sytuacji interesuje jednak bardziej to, czy tę przepaść kosztową w ogóle da się zasypać. Restrukturyzacja w Niemczech jest powolna i droga, a związki zawodowe nie są przyzwyczajone do ustępstw.

Jak wy to widzicie? Czy Volkswagen na tym poziomie to historia zwrotu, która któregoś dnia wynagrodzi cierpliwych, czy pułapka wartości, w której to, co tanie, będzie jeszcze latami tanieć?

Brak komentarzy
Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi przemyśleniami.

Używamy niezbędnych plików cookie do działania strony oraz opcjonalnych analitycznych plików cookie do pomiaru ruchu. Zobacz naszą Politykę prywatności.