Witam wszystkich 👋
Wiem, że poruszam to z lekkim opóźnieniem, ale chciałbym jeszcze skomentować wyniki Netflixa. Netflix $NFLX ma za sobą kolejny kwartał i oceniam go neutralnie – żaden cud, ale zdecydowanie nie katastrofa. Rynek zareagował nerwowo, akcje po wynikach spadły o około 8% do rocznego minimum, ale kiedy przekopię się przez raport dla akcjonariuszy, widzę firmę, która wciąż działa – tylko coraz bardziej pilnuje, co o sobie ujawnia.
Zacznę od tego, co mnie nie ucieszyło. Wzrost przychodów spowalnia. W drugim kwartale Netflix wykazał 12,6 mld dolarów, +13% rok do roku, co wciąż nie jest złe, ale prognoza na III kwartał zakłada wzrost tylko ok. 11,7%, a to było poniżej oczekiwań rynku. Do tego spadła marża operacyjna – 33,4% wobec 34,1% rok temu. To nie dramat, i uczciwie dodaję, że w prognozie na III kwartał marża ma wyraźnie wzrosnąć (do 33,2% z ubiegłorocznych 28,2%), co jest jednoznacznie pozytywne. Ale ten spadek rok do roku i tak odnotowuję.
Co mnie bardziej irytuje niż liczby, to malejąca przejrzystość. Netflix ogłosił, że swój raport o oglądalności „What We Watched” będzie od 2027 roku publikował tylko raz w roku. Dołącza to do listy rzeczy, które firma stopniowo przestała raportować – liczby subskrybentów też już od dawna nie widzimy. Oficjalnie podobno po to, aby uwaga skupiała się na przychodach i zysku. Mnie to raczej wydaje się wygodnym zmniejszeniem okna, przez które widzimy firmę. A w raporcie dla akcjonariuszy czuję podobne rozwadnianie – na mniej przyjemne pytania zarząd chętnie odpowiada w stylu „koncentrujemy się na całym roku”. Łatwo tak mówić, gdy kwartał nie jest w pełni bezbłędny.
Jeszcze o prognozie, bo to ważne i ładnie równoważy cały obraz. Mimo że wzrost przychodów ma spowalniać, firma jako całość nie zwalnia. Na cały rok 2026 Netflix zakłada przychody 51,0 do 51,4 mld dolarów (+13 do 14%) i przede wszystkim marżę operacyjną ok. 31,5% wobec 29,5% rok temu. W praktyce oznacza to, że zysk operacyjny ma wzrosnąć rok do roku o ponad 20% – czyli szybciej niż przychody. Marża i zysk operacyjny po prostu rosną, nawet jeśli przyrost przychodów zwalnia, a to dokładnie ten rodzaj efektu dźwigni, który u dojrzalszej firmy chcę widzieć.
I celowo sprawdziłem jedną rzecz, która w przeciwnym razie by mnie gryzła: czy ten skok zyskowności to nie tylko magia jednorazowej płatności? Netflix bowiem w I kwartale otrzymał 2,8 mld dolarów od Paramountu jako odszkodowanie za upadłą umowę o Warner. Odpowiedź jest uspokajająca: ta kwota znajduje się w przychodach nieoperacyjnych, więc podbiła zysk netto i przepływy pieniężne w I kwartale, ale marży operacyjnej nawet nie dotknęła. Wzrost zyskowności, o którym piszę powyżej, jest więc „czysty”, napędzany rdzeniem biznesu, a nie jednorazowym bonusem. To mi się podoba.
A pozytywów jest więcej. Nawet jeśli Netflix rośnie „wolniej”, wciąż to dwucyfrowy wzrost – a u firmy tej wielkości uważam to za przyzwoity wynik. Najbardziej bawi mnie rozkręcający się biznes reklamowy: przychody z reklam mają się w tym roku mniej więcej podwoić do ok. 3 mld dolarów, na platformie jest ponad 4000 reklamodawców, a na rynkach z reklamami ponad 60% nowych klientów wybiera tańszy pakiet z reklamami. To dokładnie ten drugi silnik, którego Netflix potrzebował.
Podoba mi się też, gdzie firma kieruje treści. Wdraża sztuczną inteligencję w całym procesie reklamowym od planowania po produkcję kreacji, rozszerza się na transmisje na żywo, sport, wideopodcasty i gry (debiutancka gra FIFA World Cup należała do jej największych sukcesów). A do tego jest nowa umowa we Francji z TF1 – francuscy subskrybenci otrzymują kanały linearne i treści TF1, w tym sport na żywo, bez dopłaty bezpośrednio w Netflixie. To sprytny model, jak tanio dodać wartość i utrzymać ludzi przed ekranem.
Jak to widzę teraz: Netflix z firmy czysto streamingowej zmienia się w szerszą platformę rozrywkowo-reklamową i ta przemiana mi się podoba. Mniej podoba mi się, że idzie z nią w parze coraz większa zamkniętość w tym, co pokazuje nam o swoim biznesie. Netflix obecnie stanowi u mnie około pięć procent portfela i na poreakcyjny ruch rynku póki co nie reaguję – prawdę mówiąc, pozycję może jeszcze zwiększę. Stopniowy ubytek danych jednak obserwuję, bo czego nie widzę, tego nie zweryfikuję.
Jak to widzicie – czy spowalniający wzrost i mniejsza przejrzystość to powód do czujności, czy rozkręcająca się reklama i sport są na tyle silną narracją, że to przebije?