Iran, bomba jądrowa i europejski jądrowy sen: co to wszystko oznacza dla waszego portfela?

Gdy mówi się o broni jądrowej, większość ludzi automatycznie przestaje słuchać. Zbyt abstrakcyjne, zbyt odległe, zbyt apokaliptyczne. Tymczasem właśnie teraz, za kulisami globalnej polityki, dokonuje się przesunięcie, które będzie miało bardzo konkretny wpływ na ceny ropy, budżety obronne, obligacje i akcje firm zbrojeniowych. I to temat, którego inwestorzy nie mogą sobie pozwolić zignorować.

Konflikt między USA, Izraelem a Iranem wchodzi w drugi miesiąc. I zamiast świata szukającego drogi do deeskalacji, dzieje się wręcz odwrotnie — zaczyna się poważna dyskusja o tym, kto następny zdobędzie bombę jądrową.

Iran był bliżej, niż ktokolwiek przyznawał

Zacznijmy od faktów. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej potwierdziła, że przed czerwcowymi atakami Izraela i USA Iran posiadał w zapasach prawie 441 kilogramów uranu wzbogaconego do 60 procent.

Dla kontekstu: poziom wzbogacenia wojskowego to 90 procent. Eksperci szacują, że z tego materiału można by przygotować paliwo do dziewięciu broni jądrowych.

Jeszcze przerażające liczby podała amerykańska agencja wywiadu obronnego: Iranowi prawdopodobnie zajęłoby mniej niż tydzień wyprodukowanie wystarczającej ilości uranu o poziomie wojskowym na pierwszą bombę. Mniej niż tydzień.

Ataki uszkodziły część tych zdolności. Celem były między innymi reaktor ciężkowodny w kompleksie Arak oraz zakład przetwarzania rudy uranowej w prowincji Yazd. Program Iranu został zatrzymany, być może uszkodzony, ale czy zniszczony?

Na to nikt jeszcze nie da ręki w ogień.

Wielki plan Macrona czy wielkie przedstawienie?

Na drugim końcu świata Europa reaguje na amerykańską zawodność pod administracją Trumpa w sposób, który jeszcze pięć lat temu byłby nie do pomyślenia.

Prezydent Francji Emmanuel Macron ogłosił rozszerzenie arsenału jądrowego, przestał ujawniać jego dokładną wielkość i zaproponował ośmiu krajom europejskim, w tym Niemcom, Polsce, Wielkiej Brytanii czy Szwecji, udział w programie tzw. „zaawansowanego odstraszania”.

Niemiecki kanclerz Friedrich Merz rozmawiał o współpracy z Francją w ramach nowego jądrowego parasola. Polski premier Donald Tusk posunął się jeszcze dalej i zasugerował, że Polska mogłaby rozważać własną broń jądrową.

Francja dysponuje około 290 głowicami jądrowymi, Wielka Brytania 225. To arsenały zaprojektowane do odstraszania, nie do totalnej wojny mocarstw. Nie są skonstruowane tak, by zapewnić Europie taki sam parasol bezpieczeństwa, jaki historycznie dawało amerykańskie jądrowe wsparcie przez NATO.

Powrót do roku 1962?

Sytuacja przypomina, choć nie osiąga tej samej intensywności, kryzys kubański z 1962 roku. Wtedy świat stał na krawędzi wojny jądrowej z powodu radzieckich rakiet na Kubie. W rezultacie kryzysu paradoksalnie wzmocniono mechanizmy kontrolne: powstała bezpośrednia gorąca linia Moskwa–Waszyngton, podpisano pierwsze ograniczenia testów jądrowych.

Dziś dzieje się odwrotnie. Traktat New START, który ograniczał amerykańskie i rosyjskie arsenały jądrowe, wygasł, a traktat o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, mający 55 lat, stoi w obliczu największej presji w swojej historii. I zamiast nowych umów słyszymy od polskiego premiera przemowy o własnej bombie.

Wtedy świat przetrwał kryzys i zawarł porozumienia. Pytanie, czy tym razem istnieje polityczna wola, by zrobić to samo.

Macron — wybawca czy hazardzista?

Tu muszę być szczera. Mam mieszane uczucia co do całej sytuacji i dlatego nie sprzedam wam prostej historii.

Z jednej strony rozumiem logikę Macrona. Jeśli Trump rzeczywiście osłabia amerykańskie zobowiązanie wobec NATO, Europa potrzebuje własnego odstraszania. Oferując „wspólny francuski parasol”, Paryż stara się zapobiec sytuacji, w której każdy zdecyduje się na własną bombę — a to byłoby najgorsze możliwe rozwiązanie.

Z drugiej strony wydaje mi się to politycznym przedstawieniem o naprawdę poważnych konsekwencjach. Francuski arsenał z 290 głowicami po prostu nie może zastąpić amerykańskiej tarczy.

I właśnie to mnie najbardziej niepokoi. Gdy „posiadanie bomby” stanie się legalną częścią europejskiej debaty, inne regionalne potęgi mogą pomyśleć: dlaczego nie my?

Co to oznacza dla waszych pieniędzy

A teraz to, co najbardziej interesuje was jako inwestorów.

Akcje obronne: To chyba najjaśniejsza okazja. Europejskie budżety obronne rosną najszybciej od czasów zimnej wojny. Niemcy złamały swoją własną „hamulcową regułę zadłużenia” z powodu wydatków na obronę, Polska wydaje na armię ponad 4% PKB. Spółki takie jak $RHM.DE, $LDO.MI, $SAABF lub $BSP.DE są bezpośrednimi beneficjentami tego trendu. Rynek częściowo to dyskontuje, ale strukturalny wzrost wydatków to długoterminowa historia na lata.

Ropa i surowce energetyczne: Konflikt w Zatoce Perskiej jest klasycznym katalizatorem wzrostu cen ropy. Inwestorzy, którzy chcą zabezpieczyć portfel przed eskalacją, tradycyjnie sięgają po akcje naftowe lub ETF-y.

Obligacje i bezpieczne przystanie: Niepewność geopolityczna historycznie kieruje kapitał do bezpiecznych przystani. Złoto szczególnie silnie reaguje na niepewność związaną z bronią jądrową.

Ryzyko dla rynków ogólnie: Jeśli konflikt by się zaognił, mówimy o scenariuszu, w którym rynki zareagują silną korektą. Nikt nie potrafi precyzyjnie oszacować prawdopodobieństwa takiego scenariusza, ale ignorowanie go to hazard.

Debata o broni jądrowej w Europie nie jest tylko abstrakcją dla politologów. To sygnał, że świat wchodzi w fazę wyższej niestabilności geopolitycznej, która zawsze przekłada się na rynki. Przemysł obronny jest strukturalnie na wzrostowej ścieżce. Ropa pozostaje zmiennym towarem zależnym od eskalacji lub deeskalacji w Zatoce. Pozycje w złocie i defensywne nabierają sensu jako ubezpieczenie portfela.

Trzymacie akcje spółek naftowych, czy uważacie, że ich cena jest przez wojnę już tak napompowana, że woleliście je sprzedać?

Udostępnij

Z sektora obronnego mam tylko $CSG.AS i to teraz mocno spadło😂

Akcji spółek naftowych nie mam, ale uważam, że warto inwestować w przemysł zbrojeniowy. Budżety obronne będą się jeszcze zwiększać i te firmy bardzo na tym skorzystają.

Miałem BP, ale kiedy Donik ogłosił ten komunikat TACO dotyczący negocjacji, sprzedałem ją. Ale niepotrzebnie.

Menu StockBot
Tracker
Upgrade