Jeszcze kilka lat temu Eli Lilly uchodziła za porządną, ale mało emocjonującą spółkę farmaceutyczną z przychodami w okolicach 28 miliardów dolarów i kursem poniżej 300 dolarów. Przełom przyniosła tirzepatyna sprzedawana jako Mounjaro w cukrzycy i Zepbound w leczeniu otyłości, która do 2025 roku pomogła podnieść sprzedaż całej grupy powyżej 65 miliardów dolarów i wyniosła firmę do grona najbardziej wartościowych koncernów w branży. To właśnie wiara w długotrwały potencjał tego segmentu sprawia, że inwestorzy są gotowi płacić za Lilly jedne z najwyższych mnożników w sektorze.

Dla inwestora myślącego w horyzoncie 5–10 lat kluczowe jest jednak coś innego niż sam „hype” wokół leków na otyłość. Trzeba zrozumieć, jaka część obecnej wyceny opiera się na realnie dostarczanych wynikach, a jaka na oczekiwaniach co do pipeline’u, zatwierdzeń regulatorów i dalszej rozbudowy mocy produkcyjnych. Dopiero analiza tych elementów pozwala uczciwie odpowiedzieć, czy Lilly jest najlepiej ustawioną spółką…