Rynek leków opartych na osoczu krwi rozwija się w tempie kilku procent rocznie, napędzany przez rosnącą liczbę rozpoznań rzadkich niedoborów odporności i chorób neurologicznych, a także starzenie się populacji. Obsługę tego popytu jest w stanie zapewnić tylko kilka globalnych koncernów, które utrzymują sieci centrów poboru, zaawansowane zakłady frakcjonowania i radzą sobie z restrykcyjną regulacją, co oznacza duże nakłady inwestycyjne i wysoką wrażliwość na błędy w zarządzaniu.

Jeden z czołowych graczy w segmencie immunoglobulin łączy dziś przyzwoity wzrost przychodów i dwucyfrową marżę operacyjną z udziałem na poziomie około jednej piątej rynku oraz wyższym zadłużeniem i nadszarpniętą reputacją po głośnym ataku short sellerów. Notowania spółki odpowiadają mniej niż jednokrotności rocznych przychodów i jednocyfrowym mnożnikom zysku operacyjnego, co czyni ją potencjalnym „value” kandydatem w sektorze ochrony zdrowia, ale nie prostą bezpieczną przystanią dla inwestorów, którzy nie chcą…