Francja płaci za dług ponad 5%, po raz pierwszy od 2002 roku. Europejskie ETF-y są zagrożone
Rentowność francuskich obligacji po raz pierwszy od wprowadzenia euro przekroczyła 5%, a Paryż pożycza drożej niż Rzym. Rynek nie obstawia jednak bankructwa, lecz coś bardziej podstępnego dla Twojego portfela. A EBC tym razem nie ma czym interweniować.

Najważniejsze punkty
Rentowność francuskich obligacji po raz pierwszy od 2002 roku osiągnęła 5%, a Paryż pożycza drożej niż Rzym.
Różnica między obligacjami dwuletnimi a dziesięcioletnimi zdradza, czego rynek naprawdę się obawia.
Krugman mówi o kraju, który może być zbyt duży, by dało się go uratować.
Narzędzia EBC z kryzysu 2012 roku mają warunek, którego Francja obecnie nie spełnia.
Piątek 23 października, poniedziałek 27. i czwartek 29. października tworzą kalendarz, który zadecyduje o europejskich portfelach.
Pięć procent, na jakie Francja nie pożyczała od wprowadzenia euro
W środę 21 października wydarzyło się coś, co pamiętają tylko inwestorzy z niemal ćwierćwiecznym stażem. Rentowność dziesięcioletnich francuskich obligacji skarbowych (OAT) wzrosła do 5% po raz pierwszy od 2002 roku. W ciągu jednego dnia wzrosła o 7 punktów bazowych, a różnica w stosunku do niemieckich Bundów, których rentowność wynosi 3,41%, rozszerzyła się do 159,4 punktu. To najwięcej od 15 lat. Jeszcze rok temu różnica ta wynosiła około 59 punktów.
Jeszcze ważniejsze jest porównanie, które nie rzuca się tak w oczy w nagłówkach. W poniedziałek Włochy, od dawna symbol europejskich problemów zadłużeniowych, pożyczały na dziesięć lat przy rentowności 4,58%. Francja płaci więc o około 30 punktów więcej niż kraj, którego zadłużenie w relacji do PKB jest wyższe o dobre 20 punktów procentowych. Rynek nie wycenia tu wysokości długu, lecz zdolność do poradzenia sobie z nim.
A właśnie tej zdolności brakuje. W zeszłym roku deficyt osiągnął 5,1% PKB, premier Sébastien Lecornu obiecuje oszczędności w wysokości 54 miliardów euro, ale parlament bez większości rozbiera budżet kawałek po kawałku. Głosowanie nad częścią podatkową przełożono na 27 października, a już przyjęte poprawki zwiększają deficyt o kolejne 10 miliardów euro. Do tego dochodzą weekendowe zamieszki i grabieże, związki zawodowe wzywające do strajków, Brent po 110 dolarów i europejski gaz, który w środę podrożał o kolejne 4%. Szok energetyczny podnosi inflację, inflacja podnosi stopy procentowe, a wyższe stopy dławią kraj, który każdego roku musi pożyczać na pokrycie deficytu i zapadających długów.