Ryanair $RYAAY teraz całkiem dobrze pokazuje, dlaczego linie lotnicze są tak wrażliwe na cenę ropy.
Dyrektor generalny Ryanaira Michael O’Leary powiedział dziś, że jeśli ropa pozostanie droga także w przyszłym roku, ceny biletów mogą znacząco wzrosnąć. Brent jest teraz powyżej 100 dolarów za baryłkę, a dla linii lotniczych oznacza to szybko rosnące koszty paliwa.
Ryanair radzi sobie całkiem dobrze w porównaniu z częścią konkurencji. Około 80% paliwa do marca 2027 roku ma zabezpieczone po około 67 dolarów za baryłkę, więc obecny wzrost cen nie uderzy w niego w pełni od razu. Mimo to firma już ograniczyła część zimowych lotów i obniżyła oczekiwaną liczbę pasażerów z 216 do 214 milionów.
Sam w tym roku kilka razy skorzystałem z Ryanaira i właśnie niska cena jest, moim zdaniem, nadal jednym z głównych powodów, dla których ludzie go wybierają. Tym ciekawsze będzie obserwowanie, co się stanie, jeśli droga ropa zmusi także tanie linie lotnicze do znaczącego podniesienia cen biletów.
Gorzej może być dla linii lotniczych, które mają mniej zabezpieczone paliwo. Jeśli koszty będą nadal rosły, będą miały w zasadzie dwie możliwości – podnieść ceny biletów albo ograniczyć przepustowość.
I to jest, moim zdaniem, dokładnie powód, dla którego linie lotnicze są inwestycyjnie tak skomplikowane. Mogą mieć pełne samoloty i silny popyt, ale wystarczy znaczący wzrost cen paliwa, a ekonomia całego biznesu szybko się zmienia.
Czy ktoś z Was ma w portfelu Ryanair albo inną linię lotniczą? I czy uważacie, że Ryanair zdoła utrzymać reputację taniej linii lotniczej także przy droższej ropie?