Energy Fuels: Ze straty do zysku w dwa lata? Zakład na uran i metale ziem rzadkich
Chiny kontrolują dziś około dziewięćdziesięciu procent światowego przetwarzania metali ziem rzadkich, czyli surowców, bez których nie obejdzie się żaden samochód elektryczny, robot, centrum danych ani pocisk kierowany. Pewna firma z Kolorado postanowiła przełamać tę zależność i przy okazji stać się największym amerykańskim wydobywcą uranu. Dla inwestora w surowce krytyczne ta historia brzmi jak sen. Tyle że Energy Fuels na razie buduje głównie ambicję, a nie zysk, i ostatni kwartał zamknęła stratą 33,6 miliona dolarów.

Najważniejsze punkty
Energy Fuels posiada jedyny działający konwencjonalny młyn uranowy w USA i chce zostać największą połączoną firmą uranowo-ziem rzadkich w Ameryce Północnej.
W drugim kwartale 2026 roku miała przychody zaledwie 25,1 miliona dolarów i stratę 33,6 miliona, ale dysponuje kapitałem obrotowym blisko 1 miliarda dolarów.
Firma buduje strategię od kopalni do magnesu i w tym celu kupuje niemieckiego producenta magnesów VAC za około 1,9 miliarda dolarów oraz australijską ASM.
Uran w styczniu tego roku po raz pierwszy od dwóch lat przekroczył 100 dolarów za funt, zanim ustabilizował się w okolicach 85 dolarów. Firma wydobywa go przy koszcie zaledwie 23 dolarów.
Analitycy oczekują, że firma przejdzie ze straty w 2026 roku do zysku około 25 milionów dolarów w 2027 i 55 milionów w 2028, a średnia cena docelowa akcji jest o około 60 procent wyższa.
Niewiele surowców zamieniło się w ostatnich latach w tak ostry instrument geopolityczny jak metale ziem rzadkich. Ta grupa siedemnastu metali kryje się w magnesach, które napędzają samochody elektryczne, turbiny wiatrowe i roboty, chłodzą centra danych i kierują bronią. A świat ma jeden nieprzyjemny problem: ich przetwarzanie i produkcję magnesów trzyma żelazną ręką Chiny. Wystarczy, że Pekin przykręci eksport, a całemu zachodniemu przemysłowi zabraknie tchu. Właśnie dlatego Stany Zjednoczone gorączkowo próbują zbudować własny, niezależny łańcuch dostaw, a wśród firm, które robią to najodważniej, znajduje się Energy Fuels.
Na pierwszy rzut oka ta firma z Kolorado ma wszystko, czego do tego potrzeba. Posiada jedyny w pełni licencjonowany konwencjonalny młyn uranowy w Stanach Zjednoczonych, przy nim szereg kopalń uranu, projekty ziem rzadkich na kilku kontynentach oraz wojenny skarbiec zbliżający się do miliarda dolarów. Ponadto za jej plecami stoi amerykański rząd, który obiecał jej warunkową pożyczkę w wysokości ponad siedmiuset milionów dolarów. Ambicja jest jasna: zbudować cały łańcuch od wydobytej rudy po gotowy magnes i stać się przy tym największą połączoną firmą uranowo-ziem rzadkich w Ameryce Północnej.
Między ambicją a rzeczywistością zieje jednak przepaść, którą entuzjastyczne nagłówki chętnie przeskakują. Firma na razie buduje głównie przyszłość, a nie zysk. Ostatni kwartał zakończył się stratą, przychody są przy tak wspaniałych planach mikroskopijne, a cała konstrukcja dopiero składa się z projektów i przejęć, z których niejedno nie jest jeszcze domknięte. Kluczowy projekt w Australii czeka na decyzję o finansowaniu, zaopatrzenie w surowiec wisi w powietrzu, a niektóre części łańcucha ruszą dopiero za dwa lata.