3 niedowartościowane akcje energetyczne
Energetyka jest w tym roku najlepiej radzącym sobie sektorem amerykańskiego rynku, a mimo to wielu dużych producentów nadal handluje się przy jednocyfrowych mnożnikach oczekiwanych zysków. Rynek bowiem nie uważa obecnych rekordowych przepływów pieniężnych za trwałe i z góry uwzględnia powrót cen ropy do normy. Tu powstaje pole dla inwestorów wartościowych. Przyjrzymy się trzem firmom, w których różnica między generowaną gotówką a wyceną rynkową jest najwyraźniejsza, a jednocześnie wskażemy, gdzie ich niskie mnożniki mają pęknięcia.

Najważniejsze punkty
Energetyka należy w tym roku do najlepiej radzących sobie części rynku, mimo to wśród dużych producentów wciąż można znaleźć wyceny na poziomie około 9-krotności oczekiwanego zysku. Pytanie, czy to rzeczywiste niedowartościowanie, czy rynek po prostu widzi coś, co inwestorzy przeoczają.
Jedna z analizowanych spółek przeszła gigantyczną fuzję za około 58 miliardów dolarów. Nowo powstały gigant planuje miliardowe synergie, a zarząd już teraz zwraca akcjonariuszom do 70% wolnych przepływów pieniężnych.
Kolejna firma w ciągu ostatnich 12 miesięcy urosła o prawie 70%, a mimo to oferuje jeden z najciekawszych w sektorze wskaźników rentowności i wyceny. Do tego dokłada dywidendy i masowe wykupy akcji własnych.
Trójka analizowanych spółek generuje dziś nadzwyczajne ilości gotówki i część z niej agresywnie zwraca akcjonariuszom. U wybranych walorów rentowność wolnych przepływów pieniężnych kształtuje się wokół 9%.
Rok 2026 zmienił zasady gry w sektorze energetycznym. Konflikt na Bliskim Wschodzie i ograniczenia żeglugi przez cieśninę Ormuz wywindowały ropę Brent w pierwszym półroczu powyżej 118 dolarów za baryłkę, a niektóre kontrakty fizyczne krótko handlowały się jeszcze wyraźnie wyżej. Obecnie benchmark porusza się w przedziale 90–94 dolary, czyli o około jedną czwartą powyżej poziomu sprzed wybuchu konfliktu. Według sierpniowej prognozy amerykańskiej agencji EIA Brent powinien w trzecim kwartale kosztować średnio około 85 dolarów, a powrót bliskowschodniego wydobycia do przedwojennych poziomów oczekiwany jest dopiero w trakcie 2027 roku.
Wynik?
Sektor energetyczny od stycznia zyskał ponad 30% i stał się najlepiej radzącą sobie częścią indeksu S&P 500, podczas gdy szeroki rynek tkwił mniej więcej w miejscu. Wydawałoby się więc, że o niedowartościowaniu nie może być mowy. Rzeczywistość jest jednak inna, bo zyski firm rosły jeszcze szybciej niż ceny ich akcji. Efektem jest sytuacja, w której sektor po silnej zwyżce wygląda na zwykłych wskaźnikach wyceny taniej niż dwanaście miesięcy temu.
Rynek nie wierzy, że ceny powyżej 90 dolarów za baryłkę się utrzymają, dlatego wycenia producentów raczej według tego, co myśli o ich znormalizowanej rentowności przy ropie w okolicach 65–75 dolarów. Kto zatem kupuje dziś energetykę, nie kupuje tanich zysków, lecz zakłada, że powrót do „normalnych" cen nastąpi później lub wolniej, niż rynek to już zdyskontował. Trzy poniższe spółki różnią się pod tym względem przede wszystkim sposobem, w jaki są chronione przed spadkiem cen.
