Joby Aviation: Lider elektrycznych taksówek powietrznych przed decydującym rokiem
Latająca taksówka bez pilota za sterami, która unosi się pionowo w niebo pośrodku miasta i cicho przenosi pasażerów nad korkami, jeszcze do niedawna brzmiała jak scena z filmu science fiction. Tymczasem właśnie teraz zaczyna to stawać się rzeczywistością. W Dubaju stoi pierwszy na świecie oficjalnie zatwierdzony terminal dla elektrycznych taksówek powietrznych, maszyny testowe odbyły załogowe loty nad miastem, a jeden konkretny producent znalazł się na samym finiszu procesu certyfikacyjnego, który ma przekształcić eksperyment w powszechny środek transportu.

Najważniejsze punkty
Choć firma faktycznie lata swoim elektrycznym samolotem, otworzyła w Dubaju pierwszy certyfikowany komercyjny vertiport na świecie i zbliża się do końca certyfikacji, jej akcje od początku 2026 roku spadły o około 43 procent.
Joby znajduje się w końcowej fazie certyfikacji typu w amerykańskim urzędzie i jest uznawany za podmiot najbardziej zaawansowany w procesie uzyskiwania zgody na latającą taksówkę w ogóle, jednak nadal brakuje konkretnej daty.
Za rok 2025 firma wykazała przychody w wysokości zaledwie 53 milionów dolarów, ale stratę netto sięgającą 930 milionów dolarów oraz operacyjne wypalanie gotówki przekraczające 500 milionów, przy czym zysku nie oczekuje się wcześniej niż około 2030 roku.
Na pokładzie ma silnych sojuszników – alians produkcyjny z Toyotą, inwestora Ubera oraz umowy z Delta Air Lines i Virgin Atlantic, a także przejęła biznes transportowy Blade, który dostarcza pierwszych realnych przychodów.
Poduszka gotówkowa w wysokości około 2,5 miliarda dolarów należy do najsilniejszych w branży, mimo to zdaniem części analityków firma będzie potrzebować do 2027 roku kolejnych około 1,5 miliarda dolarów nowego kapitału.
Tym producentem jest Joby Aviation, od dawna uznawany za lidera całej branży. Firma nie tylko projektuje i buduje własny elektryczny samolot, ale zamierza także samodzielnie eksploatować go jako powietrzną usługę taksówkową, a do pomocy ma nazwiska, których pozazdrościłby jej niejeden konkurent – od Toyoty, przez Ubera, aż po przewoźników lotniczych. Na pierwszy rzut oka wydaje się więc, że historia, na którą inwestorzy czekali latami, wreszcie dobiegła do momentu, w którym wizja zaczyna przynosić przychody.
Tym bardziej zastanawiające jest zachowanie akcji. Podczas gdy postęp operacyjny zmierza wyraźnie w górę, kurs akcji od początku roku spadł o kilkadziesiąt procent, a firma osunęła się głęboko poniżej swoich niedawnych wartości. Rynek najwyraźniej dostrzega więc coś innego niż tylko entuzjastyczne nagłówki o pierwszym vertiporcie i lotach załogowych nad pustynią. I właśnie ten rozdźwięk między tym, co firma potrafi w powietrzu, a tym, jak wycenia ją giełda, stanowi sedno całych rozważań.
Pytanie nie brzmi więc, czy technologia działa, ponieważ maszyny naprawdę latają. Brzmi inaczej. Ile jeszcze upłynie czasu i gotówki, zanim z latającego prototypu powstanie dochodowe przedsiębiorstwo, kto zapłaci za tę drogę i dlaczego rynek, mimo namacalnego postępu, się wycofuje? Odpowiedź kryje się w liczbach, które nie są ani trochę tak fotogeniczne jak sam lot.
Doczytaj cały artykuł o JOBY
A do tego odblokujesz wartość godziwą i kolejne narzędzia
Członkostwo Black: analizy, screener, newslettery i nieograniczony StockBot.