Kanał Społeczność

Kilka dni temu moje portfolio miało wartość około 92 000 USD. Dzisiaj to około 86 000 USD.

Szczerze? Nawet mną to nie poruszyło.

Nie dlatego, że jestem obojętny wobec pieniędzy. Ale dlatego, że staram się każdego dnia przypominać sobie o jednej prostej rzeczy.

Cena akcji i wartość firmy to nie to samo.

Patrzę na wyniki firm, które posiadam.

Google? Znakomity kwartał. Search rośnie, Cloud rośnie, AI idzie do przodu.

Meta? Kontynuuje ogromne inwestycje w AI, a biznes wciąż jest wyjątkowo silny.

Microsoft, Amazon, Mastercard, S&P Global… w większości przypadków moja teza inwestycyjna się nie zmieniła.

Tak, rynek może krótkoterminowo reagować negatywnie. Może obawiać się wysokich CapExów, stóp procentowych czy sentymentu. To jest w pełni w porządku.

Tylko że jedną rzecz zrozumiałem przez ostatnie lata.

Fundamenty mogę analizować. Na reakcję rynku wpływu nie mam.

I dlatego staram się skupiać na tym, na co mogę mieć wpływ:

wybierać dobre firmy,

kupować przy rozsądnych wycenach,

regularnie inwestować,

i przede wszystkim wytrwać.

Może za rok portfel będzie wyżej. Może niżej. Tego dziś nikt nie wie.

Ale jeśli moje firmy za 5–10 lat będą zarabiać istotnie więcej niż dziś, wierzę, że wcześniej czy później odbije się to na cenie akcji.

A jak Wy do tego podchodzicie? Podczas sezonu wyników śledzicie bardziej ruch ceny, czy patrzycie głównie na to, czy zmienia się teza inwestycyjna?

Brak komentarzy
Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi przemyśleniami.

Używamy niezbędnych plików cookie do działania strony oraz opcjonalnych analitycznych plików cookie do pomiaru ruchu. Zobacz naszą Politykę prywatności.