Powrót z popiołów: C/Z 10, dywidenda 5% i zakład na dalszy wzrost
Jest niewiele firm, które zdołały wrócić z tak głębokiego dna jak ten brytyjski bank. Niecałe dwie dekady temu był symbolem wszystkiego, co poszło nie tak w kryzysie finansowym: bank, który tuż przed krachem kupił konkurenta za rekordową sumę, by zaraz potem sam potrzebował jednej z największych rządowych pomocy w historii Europy. Przez siedemnaście lat był w dużej części własnością państwa, a jego nazwa stała się synonimem ekscesów sektora bankowego. Dziś to inna firma – odchudzona, dochodowa, a od ubiegłego roku znów w pełni prywatna.

Najważniejsze punkty
17 lat temu państwo ratowało go kwotą 45,5 miliarda funtów. W maju zeszłego roku sprzedało ostatnie akcje i bank po raz pierwszy od kryzysu finansowego jest całkowicie prywatny.
Sztuczna inteligencja skróciła tu rozwój i wdrożenie nowego produktu z 6 tygodni pracy 12 programistów do 6 godzin pracy 3 osób i 7 agentów AI.
Za 2,7 miliarda funtów kupił zarządcę majątku Evelyn Partners, tworząc dział zarządzający 127 miliardami funtów cudzego bogactwa.
Zarabia z rentownością ponad 19%, a mimo to jest notowany przy około dziesięciokrotności zysku i płaci dywidendę na poziomie około 5%.
W bilansie kryje się ekspozycja w wysokości 32,5 miliarda funtów.
Co ciekawe, ten powrót z popiołów odbył się po cichu, z dala od głównej uwagi rynku, który koncentrował się na akcjach technologicznych i sztucznej inteligencji. A jednak to właśnie AI odgrywa w historii banku niespodziewanie dużą rolę. Kierownictwo twierdzi, że z jej pomocą przepisuje sam sposób, w jaki tworzy swoje produkty, w tempie, które jeszcze kilka lat temu brzmiałoby jak fantazja. Do tego bank właśnie sfinalizował przejęcie, którym próbuje przekształcić się z klasycznego kredytodawcy zależnego od stóp procentowych w zarządcę majątku zamożnych Brytyjczyków, czyli w biznes, który inwestorzy tradycyjnie wyceniają znacznie wyżej.
Na papierze wygląda to jak idealne połączenie: jakościowa, wysoce dochodowa firma, która pozbyła się piętna przeszłości, generuje góry gotówki i zwraca ją akcjonariuszom hojną dywidendą oraz skupem akcji. Notowania zresztą to dostrzegły i w ciągu ostatniego roku zaliczyły jeden z najlepszych rajdów w całym sektorze. Tylko że właśnie tu zaczyna się ciekawe pytanie. Gdy akcje rosną o dziesiątki procent i zbliżają się do swoich maksimów, zazwyczaj oznacza to, że łatwe pieniądze są już poza zasięgiem. Czy zatem ten bank po rakietowym wzroście wciąż jest okazją, czy może rynek zauważył już wszystko, co powinien?
Co więcej, pod błyszczącą powierzchnią transformacji kryje się jedna liczba, którą większość entuzjastycznych inwestorów przeocza. To ekspozycja, którą bank sam w swoich wewnętrznych testach warunków skrajnych określa jako potencjalnie bardzo bolesną, i która jak dotąd nie przyniosła ani funta straty. Pytanie, czy to pomijalne ryzyko, czy tykająca bomba, może przesądzić o tym, czy dzisiejszy optymizm się opłaci.
Doczytaj cały artykuł o BCS
A do tego odblokujesz wartość godziwą i kolejne narzędzia
Członkostwo Black: analizy, screener, newslettery i nieograniczony StockBot.