Kanał Społeczność

Szefowie Big Tech zmieniają zdanie na temat AI i pracy.

Rok temu szefowie największych firm technologicznych ostrzegali, że AI zlikwiduje miliony miejsc pracy. Dario Amodei mówił o połowie nisko wykwalifikowanych stanowisk, które znikną w ciągu kilku lat. Sam Altman przewidywał wstrząsy na rynku pracy, jakich dawno nie widzieliśmy. Nastrój na rynku był apokaliptyczny i większość inwestorów zaczęła się odpowiednio zachowywać.

Charakterystyki firm adoptujących AI i nieadoptujących

W ostatnim miesiącu z ust tych samych osób słychać jednak coś innego. Altman nagle mówi o tym, że firmy najwięcej inwestujące w AI jednocześnie najwięcej zatrudniają. Amodei przyznaje, że ich szacunki skutków społecznych i ekonomicznych były „dość nietrafione”. Zuckerberg twierdzi, że skoro AI zwiększa produktywność szybciej, niż zastępuje ludzi, wynikiem powinno być więcej, a nie mniej pracy.

Adoptujący AI zatrudniają, pozostali stagnują.

Pytanie, które przyszło mi do głowy i leży mi na żołądku – czy może zwiększanie zatrudnienia to tylko chwyt PR, czy opinia publiczna i klienci zaczynają mieć AI dość? A może rzeczywistość okazała się inna, niż ludzie rok temu sobie wyobrażali?

Bankomaty miały zabić urzędników bankowych

Niedawno czytałem w pewnej książce, co działo się w latach 70. i 80., gdy banki zaczęły masowo wprowadzać bankomaty. Ekonomiści i dziennikarze pisali praktycznie to samo, co dziś słyszymy o AI – koniec urzędników bankowych jest tuż za rogiem. Maszyna, która potrafi wypłacić gotówkę i przyjąć wpłatę, przecież zastąpi człowieka przy okienku.

Stało się jednak dokładnie odwrotnie. Liczba urzędników bankowych w USA po wprowadzeniu bankomatów rosła nadal, i to przez całe dekady. Bankomaty obniżyły bowiem koszty prowadzenia oddziału, banki otwierały więc nowe oddziały szybciej niż wcześniej, a urzędnicy przeszli od liczenia banknotów do sprzedaży kredytów hipotecznych, produktów inwestycyjnych i doradztwa. Automatyzacja zlikwidowała jedną wąską czynność, ale otworzyła przestrzeń dla szerszej roli, która przynosiła bankowi więcej pieniędzy.

Wzrost liczby pracowników bankowych i bankomatów po wprowadzeniu bankomatów na rynek

Nie chodzi o to, że automatyzacja nigdy nie wpłynie na zatrudnienie. Chodzi o to, że efekt bywa inny, niż go postrzegamy w chwili strachu, i że opłaca się go mierzyć z dystansem, a nie w momencie hype'u.

Co się przez ten rok faktycznie zmieniło

Badanie EY-Parthenon wśród CEO pokazuje, że odsetek szefów firm oczekujących znaczącej redukcji etatów z powodu inwestycji w AI spadł z około 46% w styczniu 2025 do 20% w maju tego roku. To spadek o ponad połowę w ciągu półtora roku – i nie chodzi o jedną firmę, ale o całą próbę kierownictwa z różnych branż.

Z kolei badanie fintechu Ramp i firmy analitycznej Revelio Labs wykazało, że firmy z największymi inwestycjami w AI zwiększały zatrudnienie o około 10% szybciej niż porównywalne firmy, które AI jeszcze nie wdrożyły. To dokładnie odwrotny sygnał, niż można by się spodziewać, gdyby AI przede wszystkim zastępowała ludzi.

Oczywiście nie jest to zero-jedynkowe. Meta $META w maju zwolniła 8 000 osób i przesuwa pieniądze do infrastruktury AI. Amazon $AMZN w ciągu ostatniego roku zmniejszył zatrudnienie o 16 000 stanowisk, choć firma twierdzi, że ma to związek raczej z odchudzaniem kultury korporacyjnej niż bezpośrednio z AI. Ford $f w zeszłym roku ostrzegał, że AI może zastąpić połowę białych kołnierzyków w USA, a w tym roku zamiast tego zatrudnił setki inżynierów, ponieważ jakość pracy po automatyzacji spadła i potrzeba było więcej ekspertów-ludzi, którzy potrafią narzędzia AI obsługiwać i kontrolować.

Wykres wzrostu zatrudnienia w firmie motoryzacyjnej Ford $F

AI często najpierw zastępuje wąską, powtarzalną czynność, a firma następnie odkrywa, że potrzebuje więcej ludzi z głębszą ekspertyzą, którzy nadzorują wyniki i potrafią sensownie pracować z narzędziem. Dokładnie jak przy bankomatach.

Ciekawe jest też spojrzenie ekonomisty Davida Autora z MIT, który zwraca uwagę na dość przyziemne wyjaśnienie – rynek pracy po prostu nie załamuje się tak szybko, jak oczekiwały kierownictwa firm, i byłby to zły ruch biznesowy dalej twierdzić, że twój własny produkt zniszczy gospodarkę. Innymi słowy: część tego optymizmu może być korektą przesadzonego marketingu, a nie odkryciem nowej prawdy.

Dlaczego wierzę raczej tej optymistyczniejszej wersji

Nie jestem typem, który wierzy we wszystko, co CEO powie na konferencji – ci ludzie mają interes w sprzedawaniu swojego produktu i zmieniają ton w zależności od tego, co akurat dobrze się słucha. Ale w przypadku tego zwrotu nie pasuje mi czysto cyniczne wyjaśnienie, ponieważ popierają je również realne liczby, a nie tylko cytaty.

Spadek z 46% do 20% wśród CEO oczekujących masowych zwolnień, plus fakt, że firmy najwięcej inwestujące w AI wręcz zwiększają zatrudnienie – to dane, których CEO nie wymyślili dla lepszego PR, bo zebrali je niezależni analitycy. A historia automatyzacji daje mi powód oczekiwać podobnego wzorca i teraz: AI eliminuje konkretne zadania, nie całe zawody, a uwolniony kapitał i czas przepływają gdzie indziej.

Co nie daje mi spać, to asymetria między sektorami. W firmach, gdzie AI jest wdrażana do wąskich, dobrze zdefiniowanych zadań (kodowanie, wsparcie, podstawowa analiza danych), widzę realny wzrost produktywności i równocześnie zatrudnianie ludzi, którzy potrafią te narzędzia obsługiwać. W firmach, gdzie AI używa się jako wymówki do cięć (i ośmielę się powiedzieć, że częściowo Amazon i Meta wpadają do tej kategorii), widzę zwykłe obniżanie kosztów, które opakowuje się tylko w narrację o AI, bo brzmi to lepiej dla inwestorów niż „tniemy, bo przerosliśmy samych siebie”.

Dla mnie płynie z tego jasny wniosek: stawiać na firmy, w których AI rzeczywiście zwiększa wydajność ludzi, a nie ich zastępuje, to trwalsza teza inwestycyjna niż stawiać na firmy, które wykorzystują AI jako pretekst do odchudzenia wydatków. Pierwsza grupa rośnie razem z gospodarką, druga tylko przejściowo poprawia marże.

Brak komentarzy
Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi przemyśleniami.